Kontakt
Informujemy, że od 1 lipca
zmienił się adres Redakcji!
Oficyna Wydawnicza
Rem Script Sp. z o.o.
ul. Jana Olbrachta 118 D lok. U1
01-373 Warszawa
tel/fax: (22) 825 54 19
Nasi Partnerzy
BRUNEI - jedno z najmniejszych państw świata

Brunei jest przede wszystkim zaskakujące. Wszystkie wyobrażenia, które można stworzyć o tym kraju na podstawie literatury czy przewodników, na miejscu zostają poddane znacznej rewizji.
Ci, którzy spodziewali się „Dubaju” w Azji Południowo-wschodniej (drapaczy chmur, lądowisk dla helikopterów, nowoczesności i luksusu) skonstatować muszą, że Brunei jest miejscem bardzo spokojnym, cichym, a nawet z pozoru biednym... Ci, którzy spodziewali się ekstremizmu muzułmańskiego (w Brunei obowiązuje islamska teokracja), będą zaskoczeni dużą życzliwością i sympatią okazywaną innowiercom. Ci, którzy spodziewali się „dziczy Borneo”, zdziwią się najbardziej.
W czasach swojej świetności Sułtanat Brunei zajmował terytorium całego Borneo oraz południowo-zachodnie wyspy dzisiejszych Filipin. Obecnie Brunei Darussalam (bo tak brzmi oficjalna nazwa Sułtanatu) to jedno z najmniejszych państw na świecie. Zajmuje powierzchnię zaledwie 5765 km2, liczy niespełna 380 tysięcy ludności. Brunei różni się kompletnie od Sarawaku i Sabahu, dwóch stanów Malezji, z którymi graniczy, a skrajnie wprost kontrastuje z rzeczywiście dziką częścią wyspy należącą do Indonezji.
Brunei to jedno z najbogatszych państw naszego globu. Natura obdarzyła je bardzo hojnie w złoża ropy naftowej (najbogatsze w Azji Południowo-wschodniej). Dzięki bogactwu pochodzącemu z ziemi oraz mądrym rządom Sułtana, w sposób szczególny zadbano również o inne „skarby natury”. Podczas gdy w indonezyjskiej i malezyjskiej części Borneo w sposób masowy wycinane są drzewa porastające słynne pierwotne lasy równikowe, w Brunei udało się tej wycinki uniknąć. Pierwotny las równikowy Brunei to jeden z najpiękniejszych i najbogatszych, jakie występują na świecie. Za najpiękniejszy uchodzi park Narodowy Ulu Temburong. Nietknięte pozostają tu ogromne drzewa o średnicy kilkunastu metrów i wysokości kilkunastu pięter. Las pierwotny daje schronienie wielu zagrożonym gatunkom. Na przybyszach z Europy największe wrażenie robią mięsożerne kwiaty, przepiękne, wielobarwne motyle i różnorakie małpiatki (na przykład najmniejszy ssak naczelny na świecie – wielkości myszy). „Ambasadorem” Brunei jest śmieszna, mała małpka z długim nochalem. Takie same małpki żyją również w Malezji, ich wizerunek w Brunei jest jednak dużo silniej eksploatowany.
Las równikowy doskonale ogląda się... z góry. Spacer po poprowadzonym nad koronami ogromnych drzew słynnym canopi walking dostarcza nieopisanych wrażeń. Canopi walking to wąski „most”, przymocowany linami do drzew lub wysokich platform. Przemieszczając się po nim należy trzymać się linowych poręczy. Most trzęsie się, buja i wszystko aż wiruje w oczach. W dole pomiędzy konarami tańczą wielobarwne motyle.
Stolica Brunei, Bandar Seri Begawan, nazywana jest przez miejscowych po prostu BSB. Bandar Seri Begawan zupełnie nie przypomina innych stolic Azji: zatłoczonych, pełnych smogu i hałasu. BSB jest niewielki i bardzo kameralny. Dość powiedzieć, że całe centrum można przejść pieszo, nie korzystając z miejskiego transportu. W głównej części miasta znajduje się spory, ogrodzony plac, na którym odbywają się uroczystości państwowe. Na trybunach z daleka widoczny jest wielki portret obecnego sułtana. W odległości kilkuset metrów od placu znajduje się sułtański meczet oraz najbardziej „elegancka” aleja, przy której zlokalizowano kilka domów towarowych. W drugą stronę – w podobnej odległości – leży Royal Regalia Museum. Jest jeszcze nadrzeczny bulwar, kilka banków... i w zasadzie to wszystko. Pozostała część miasta wygląda jak przedmieścia. Określenie „przedmieścia” nie dotyczy oczywiście rozległej dzielnicy królewskiej oraz najbardziej charakterystycznego miejsca Bandar Seri Begawan – słynnego „Miasta na wodzie”.
Bandar Seri Begawan pozbawiony jest również kontrastów społecznych, tak rażących w wielu miastach Azji. Nie widać tu ostentacyjnego luksusu, nie widać również ubóstwa. To jedna z nielicznych stolic na świecie, w której nie ma żebraków. Biedni mogą zgłosić się po pomoc do meczetów, ale w zasadzie nie ma takiej potrzeby. Pracy jest pod dostatkiem dla wszystkich. Również dla emigrantów z innych krajów Azji (głownie z Indii, Pakistanu i Indonezji), którzy otworzyli tu liczne restauracje i sklepiki z tzw. „mydłem i powidłem”.
Jest tu nad wyraz czysto, bezpiecznie i... punktualnie. W niektórych aspektach Sułtanat Brunei „przypomina” państwa socjalistyczne – doskonale funkcjonujący i tani transport miejski dotowany jest przez władze kraju. Brak samochodu nie jest najmniejszym problemem.
W większości przewodników Brunei jest porównywane do Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Obydwa kraje posiadają obfite złoża ropy naftowej, w obydwu religią narodową jest islam, obydwa opierają się na władzy królewskiej lub książęcej (nie na demokracji). W przypadku Brunei dbałość o literę Koranu posunięta jest jednak zdecydowanie dalej niż w większości emiratów ZEA. Sprzedaż alkoholu jest surowo zabroniona – dosłownie – w całym kraju. Bandar Seri Begawan jest zupełnie pozbawiony tzw. życia nocnego: klubów i dyskotek. Brak alkoholu oraz narodowa religia kraju nie sprzyjają tego typu rozrywkom. W odróżnieniu od nawet najbardziej ortodoksyjnych emiratów, do Brunei alkoholu nie wolno również wwozić. Na przejściach granicznych należy pozostawić najmniejsze ilości wina czy piwa, o bardziej procentowych trunkach nie wspomniawszy. Zakaz dotyczy w równym stopniu turystów.
Brunejczycy nie gustują w życiu nocnym (lub nie mają takiej możliwości), nie oznacza to jednak, że czas wolny spędzają w domu. Wieczorem dosłownie całe wielopokoleniowe rodziny wychodzą na spacer. Większość spożywa posiłek w którejś z restauracji nad brzegiem rzeki. Rodziny są przeważnie tak liczne, że jedna zająć może pół restauracji. Ceny posiłków są bardzo niskie, zdecydowanie niższe niż w sąsiedniej Malezji (kontrastuje to z wysokimi cenami noclegów i usług). Około godz. 20.00 wszystkie restauracje wypełniają się po brzegi, a całe nabrzeże pachnie grillem. Nie sposób nie skosztować rewelacyjnych szaszłyków z jagnięciny lub z kurczaka. Dla chętnych są też obfite zupy, smażony ryż i ryby. Wieprzowina jest oczywiście zakazana. Z restauracyjnego ruchu korzystają miejscowe koty – nikt ich nie przegania. Zwierzęta do tego stopnia są przyzwyczajone do łagodności miejscowych, że łaszą się do nóg, a nawet wskakują na kolana powodując panikę wśród nielicznych turystów (wiadomo – pchełki). „Nasz” kot zasypia grzecznie na wolnym krześle i na szczęście na tym poprzestaje.
Symbolem Bandar Seri Begawanu jest okazały meczet Omara Ali Saidfuddiena wykonany z białego marmuru. Meczet ufundowany został przez Sułtana. 44-metrowy minaret jest zarazem najwyższym budynkiem stolicy. Świątynia została udostępniona do zwiedzania dla wszystkich turystów, również nie muzułmanów. Przed wejściem należy zdjąć obuwie oraz okryć ramiona luźnym płaszczem wypożyczanym przy wejściu. Od kobiet nie jest wymagane przykrycie włosów. Udostępnienie najważniejszego meczetu w kraju dla „niewiernych” jest dowodem niezwykle tolerancyjnego stosunku do innych wyznań. W większości krajów muzułmańskich innowiercy nie są wpuszczani do świątyń.
Meczet najpiękniej wygląda po zmroku. Podświetlony wielokolorowymi lampionami odbija się w otaczającym go jeziorze. Widok jest naprawdę przepiękny. Niestety, jeśli spojrzeć w drugą stronę, widać góry zalegających starych śmieci (puszki, foliowe torby itd.). Fakt, że Bandar Seri Begawan jest „spokojny i bogaty”, nie jest równoznaczny z określeniem... czysty. Minusem Bandar Seri Begawan jest brud, często nawet w bezpośrednim sąsiedztwie tzw. miejsc reprezentacyjnych – i to akurat jest zupełnie podobne do innych stolic Azji. Pałac – a obok śmietnik.
Tuż za meczetem Omara Ali Saidfuddiena znajduje się słynny Kampung Ayer – największe na świecie miasto na wodzie. Kampung Ayer znajduje się w granicach administracyjnych BSB, należałoby zatem mówić o „osiedlu”. Miejsce to zamieszkiwane jest przez ponad 32 tysiące ludzi! Nie wiadomo do końca, dlaczego aż tylu zdecydowało się zamieszkać nad laguną, w obszarze nawiedzanym przez przypływy, z dala od stałego lądu. Niektóre źródła mówią o przyczynach finansowych – ceny gruntów miały być tak wysokie, że na lądzie zamieszkać mogli tylko nieliczni. Nawet jeśli źródła nie kłamią – wytłumaczenie to dotyczyć mogło wyłącznie przeszłości. Imigranci z Indii zamieszkujący na stałym lądzie nie dysponują przecież większymi środkami od obywateli Brunei? Inne źródła mówią o swojego rodzaju dyskryminacji: Kampung Ayer zamieszkiwać miały plemiona zbiegłe z Indonezji, nieposiadające prawa do osiadania na stałym lądzie. Miało to zapobiec pozostaniu emigrantów na stałe. Precedens ten występował w wielu krajach Azji (np. w południowych Chinach), wielce prawdopodobne, że dotyczył również Brunei. Oficjalnie – nikt nic nie wie.
Domy wybudowane na palach nie świadczyły i nadal nie świadczą o ubóstwie ich mieszkańców. Wiele z nich ma powierzchnię kilkudziesięciu metrów kwadratowych, pięknie urządzone łazienki, kosztowne meble. Wielokrotnie wejścia dekorowane są kwiatami. Kampung Ayer funkcjonuje jak samowystarczalne, niezależne miasto, choć wielu mieszkańców pracuje na stałym lądzie. Są tu szkoły (na palach), urzędy pocztowe, meczety, place spotkań oraz kilometry cichych alejek i sekretnych przejść. Jedyną zdobyczą techniki, której w Kampung Ayer „zabrakło”– są samochody. Dzięki temu jest tu spokojnie i bardzo bezpiecznie. Głównym środkiem komunikacji są taksówki wodne. Można nimi dotrzeć do bocznych alejek, wewnątrz osiedli należy się już przemieszczać pieszo. Wiele z nich płynie z tak dużą prędkością, że dla przeciętnego turysty „przejazd” może być nie lada wyzwaniem. Wieczorem dzieci i dorośli puszczają latawce. Nad całym osiedlem unosi się masa kolorowych motyli, ptaków i kwiatów na długim sznurku.
Odwiedzając Bandar Seri Begawan nie sposób pominąć słynnego Royal Regalia Museum, czyli w dosłownym tłumaczeniu „Muzeum Darów Królewskich”. Miejsce to stanowi obowiązkowy punkt programu wszystkich wycieczek odwiedzających Sułtanat. O ile w księdze pamiątkowej meczetu Omara Ali Saidfuddiena lista gości jest bardzo międzynarodowa (Malajowie, Francuzi, Amerykanie, Szwedzi, Holendrzy, Polacy itd.), o tyle w muzeum wyraźnie dominują grupy z Chin. Muzeum – jak sama jego nazwa wskazuje – zawiera przede wszystkim dary ofiarowane Sułtanowi z okazji różnych uroczystości. W salach ekspozycyjnych zobaczyć można przepiękne wyroby pochodzące praktycznie z całego globu. Dla mnie najciekawsza była ekspozycja dotycząca historii rodziny królewskiej oraz biblioteka. W spokoju i iście królewskim komforcie można w niej przestudiować całą historię Brunei i całego regionu.
Na pobyt w Brunei warto poświęcić przynajmniej kilka dni, chociaż Ci, którzy dysponują większą ilością czasu nudzić się też nie będą. W czasie pobytu w sułtanacie warto zajrzeć również do słynnego Empire Hotel. Ten luksusowy hotel zasłynął przede wszystkim za sprawą rekordowej kwoty przeznaczonej na projekt, budowę i wyposażenie – bagatela 1,1 biliona dolarów! Pomysłodawcą i sponsorem budowli był książę Jefri, który dzięki Empire Hotel zyskał opinię najbardziej rozrzutnego arystokraty w Azji.
tekst: Anna Dłużewska
Zdjęcia: Maciej Dłużewski







